Megan... Tak, to imie niosło teraz za sobą tylko i wyłącznie ból. Przed oczami pojawiał mi się obraz roześmianej brunetki, a zaraz potem jej wyraz twarzy, kiedy nakryłem ją z innym. To boli. Cholernie boli widok ukochanej osoby, po prostu pieprzącej się z innym facetem. Potrząsnąłem głową, żeby przestać o tym myśleć i przeniosłem spojrzenie na zmartwioną mamę.
- Zayn, wiesz co? Zmieniłam zdanie.
Kobieta. Wypisz, wymaluj. Jak ja słyszę "Zmieniłam zdanie"to mam ochotę zacząć się ironicznie śmiać.
- W sprawie...?
Zapytałem jednak, nie chcąc, by wzięła mnie za nienormalnego.
- Psa.
Dam sobie rękę uciąć, że oczy mi się zaświeciły. Moja mama, Patricia Malik, zgodziła się na psa?!
- To znaczy że...?
Wolałem się upewnić, nim zacznę piszczeć jak nienormalny.
- Tak, Zayn. Możesz mieć psa.
W tym momencie zostałem prawie rozerwany przez wszechogarniającą mnie radość. Jeeej! Moje małe marzenie się spełni?!
- Dzięki mamo! Ja idę do schroniska!
Krzyknąłem już przy drzwiach w towarzystwie śmiechu mojej rodzicielki. Od razu pognałem do pobliskiego przytułku dla bezdomnych zwierząt i wszedłem przez bramę. Rozejrzałem się dookoła, kilka osób wychodziło ze zwierzakami na smyczy, ktoś gdzieś coś czyścił... Podszedłem szybko do pierwszej lepszej osoby. Padło na mężczyznę mniej więcej w moim wieku, który właśnie kucał przy otwartej klatce i zabawiał się z jakąś białą kulką.
- No już, Misty, już... Taak, łap piłeczkę.
Zaśmiał się wesoło brunet, nie zauważając, że nad nim stoję. Kiedy mała kulka pobiegła za zabawką odchrząknąłem.
- Tak?
Chłopak wyglądał... olśniewająco! Cholera, aż mi głupio myśleć tak o mężczyźnie, ale jego szare tęczówki po prostu mnie zahipnotyzowały! I w dodatku te kasztanowe kosmyki, które wyglądały, jakby chłopak przed chwilą ostro się pieprzył... Był pociągający, niewątpliwie. Podniósł się, przeczesując palcami grzywkę i przez to zostawiając na czole trochę błota. Odchrząknął znacząco, a ja wróciłem do 'żywych'.
- Ahh... Tak, ermm...
Spłonąłem rumieńcem i rozejrzałem się dookoła.
- Chciałbym przygarnąć jakiegoś psa.
Powiedziałem w końcu, wracając wzrokiem do chłopaka. Uśmiechnął się delikatnie i pokiwał głową.
- Okej. Ma pan już jakiegoś na oku czy nie?
Zapytał, zamykając klatkę z puszystą kulką. Pokręciłem głową.
- Dobrze. W takim razie... Jakiego szuka pan psa?
Wzruszyłem ramionami. W zasadzie nie zastanawiałem się nad tym, jakiego psa bym chciał. Po prostu miał być psem.
- Wielkość obojętna, mam duży dom i podwórko. Wiek w zasadzie też, bardziej taki... energiczny? Coś jak psie ADHD .
Zaśmiałem się lekko. Mężczyzna naprzeciw mnie również się uśmiechnął i zastanowił chwilę.
- Okej, to może...
Podrapał się po brodzie i rozejrzał dookoła.
- Psie ADHD... Clover albo Oscar.
Powiedział, prowadząc mnie między boksami do jednego z tych ostatnich, gdzie były dwa psy. Jeden rudo-biały z hipnotyzującym spojrzeniem, sięgał mi mniej więcej do kolana. Drugi był cały czarny, jedynie miał biały pyszczek i końcówkę ogona. Bez wątpienia oba były cudowne. Kucnąłem i uważnie przyjrzałem się obu.
- Mogę przejść się z tym czarnym?
Zapytałem z uśmiechem na ustach, wyjątkowo mnie urzekł.
- Oczywiście. Przyniosę smycz.
Głos chłopaka jeszcze długo brzmiał mi w uszach, a ja byłem pewny, że schronisko odwiedzę jeszcze nie raz...